Zamknięcie drzwi

Nie wiem dokładnie którego to było dnia, niby nic ważnego się nie wydarzyło, ciężko go jakoś upamiętnić, wyrwać ze zwojów pamięci i wyrysować, choć obiektywnie zdarzył się tak niewiele czasu temu. Dla mnie było to jakby w innej epoce. Pamiętam tylko, że to był jakiś szary dzień tuż przed Nowym Rokiem, taki bez śniegu i radośnie zjeżdżających na sankach dzieci, mroźny, suchy i szaro-beznadziejny. Filip darł się na mnie w kuchni, bo nie dość starłam podłogę, zostały jakieś smugi i coś mu tam nie grało w jego idealnej wizji domu, mnie i rodziny. Chcę wierzyć, że to było tylko takie wołanie o uwagę, taki płacz dziecka, które czuje, że mu zaraz zabiorą zabawkę. W swojej obronie wydarłam się na niego z wściekłością. Krzyczeliśmy na siebie, a potem, w ciszy, każde odeszło w swoją stronę, do swojego małego świata niby tak blisko siebie, a oddalonego o całe lata świetlne przeżyć, doświadczeń, smutków, wątpliwości. Niby nic takiego się nie stało. Zwykła kłótnia. Lecz to wydarcie się jego na mnie, jak na jakąś pomywaczkę, kogoś gorszego od niego, ważnego mężczyzny zarabiającego więcej ode mnie i szanowanego, przelało czarę goryczy. Nie wyszłam wtedy z domu, nie trzasnęłam drzwiami. Schowałam swoją ranę głęboko, utuliłam ją samotnie i pogłaskałam. Tego dnia powiedziałam sobie jednak, że odejdę. I ta myśl, pierwszy raz wypowiedziana głośno, zadźwięczała mi w głowie i zaskoczyła całkowicie, jakby to było coś niestosownego, coś nierealnego, niemożliwego, choć kłamałabym, gdybym powiedziała, że nie myślałam o tym wcześniej. Było wiele powodów, żeby zacząć wszystko od nowa. Gdy wychodziłam za mąż, byłam na to stanowczo za młoda, Filip był moim pierwszym partnerem, chciał stabilizacji, spokoju, potomstwa, a ja wszystkiego na odwrót. Chciałam przygody i porywu serca. Sama byłam jednak dzieckiem, zagubioną dziewczynką, zbyt tchórzliwą by zaryzykować i zbyt słabą, by żyć tak jak tego pragnę. Przecież nigdy nie całowałam się, nie kochałam z inną osobą, nigdy nie oddałam steru sercu, nie doświadczałam, nie próbowałam, nie upadałam, nie podróżowałam w nieznane, ba, nawet nie wyjechałam poza moje miasto na dłużej. Teraz przyszedł czas zapłacić za to, że bałam się, że zostanę sama, że nigdy nie będę mieć dzieci, że zostanę starą panną, że zjedzą mnie koty, bo nikt nie zauważy mojego truchła… Nawet teraz, gdy tylko o tym myślę, wizje te nadal mnie niepokoją. Przejście przez Tajemny Most daje wolność, ale po drugiej stronie już nigdy nie znajdziesz łatwych odpowiedzi i prostych rozwiązań. Wszystko się zmieni. Wiem, bo przepracowywałam to boleśnie całymi miesiącami i nadal uczę się tego od podstaw. W każdym razie, tamtego dnia stanęłam sama, jakby pośrodku ciemnego lasu, nie wiedząc co dalej czynić i gdzie dalej mam iść. Być może to wszystko była jego wina, bo gdyby nie ten samczy egoizm, oczekiwanie, że wszystko zostanie mu podstawione pod nos i ten nagły napad wściekłości, może postąpiłabym inaczej. Być może to moja wina, bo gdybym nie była taka dumna i nieprzejednana, może udałoby mi się zawrócić. Nie wiem. Nie ma prostej odpowiedzi. Tego dnia nie wyszłam z domu i nie zamknęłam drzwi, ale… zrobiłam to kilka tygodni później, już po Nowym Roku. W pewien smutny, piątkowy wieczór powiedziałam mu, że odchodzę, spakowałam się i wyszłam ignorując jego ból i łzy. Jego spojrzenie będę pamiętać już na zawsze. Jego smutek i rozczarowanie padać będzie cieniem na moje przyszłe życie zapewne przez wiele jeszcze lat. Dziwnie mi się to opowiada. Te kilka prostych, krótkich zdań, które teraz tak łatwo się mi pisze, a wtedy określały moją życiową porażkę, rozdmuchały moje osobiste piekło, były dla mnie wtedy wszystkim i tworzyły moją rzeczywistość. Do dzisiaj ciężko mi ocenić swoje własne postępowanie. Czy go skrzywdziłam? Tak. Czy zasłużył na to? Nie. Czy ja byłam winna? Tak. Czy mogłam postąpić inaczej? Nie wiem. Nie ma prostej odpowiedzi. Zebrałam rzeczy i wróciłam do rodziców. Niewiele płakałam. Wiedziałam, że skazuję się na los bękarta, zesłańca, banity. Nie zasługiwałam na litość i nie oczekiwałam jej od nikogo, a już na pewno nie od siebie samej. Zresztą, tak naprawdę, staram się wybaczyć sobie do dzisiaj.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Zamknięcie drzwi

    1. Nie wiem dlaczego. Od jakiegoś czasu, wszystkie odpowiedzi są dla mnie zakończone znakiem zapytania 😀 Nie wiem, czy to ziemia się kręci, czy to ja się kręcę, czy też cały świat oszalał w tym zakręceniu… Czy da się odejść od paradygmatu kary i winy? Codziennie próbuję 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s